czwartek, 28 sierpnia 2025

OGRÓD NAD BRZEGIEM MORZA

MERCÉ RODOREDA

„W dzieciństwie siadałem przed kwiatem i czekałem, aż się rozwinie."

Przypasowała mi ta przygoda czytelnicza, z przyjemnością się w niej odnalazłam, wniosła wiele spokoju w ostatnio nasycone stresem dni mojego życia. Mercé Rodoreda zgrabnie snuła opowieść, dotykała wrażliwych strun duszy postaci, oddawała ich obraz nie w opisie charakterów, ale w stylizacji wrażeń. Narracja cechowała się lekką poetycznością. Wiele elementów pozostawiono czytelnikowi do wypełnienia własnymi barwami wyobraźni i echami wspomnień z osobistego życia. Pozornie surowo i jakby z oddali, za pośrednictwem relacji starego ogrodnika, ale za kotarą bezstronności, ukryte były emocje. Znakomicie się je wydobywało na powierzchnię fabuły. Powieść w szczególny sposób uwodziła odbiorcę, z jednej strony bogactwem ludzkich doświadczeń, nagłych zwrotów na ścieżkach losów bohaterów, mieszanką dramatu, komedii i zwykłej normalności. 

Katalońska sceneria delikatnie uwodziła wyobraźnię. Cudowne kwiatowe odsłony przyrody, cykle pór roku i wakacyjnych dni. Bezpośredni kontakt z niemal mistycznym urokiem natury. Samotne życie ogrodnika skontrastowane z żywiołowym życiem właścicieli nadmorskiej willi i przyjaciółmi. Zderzenie pełnego energii życia, czerpiącego z niego garściami w aspekcie fizycznych rozrywek, ze spokojną celebracją każdego dnia, bez presji zdobywania majątku. Stary ogrodnik oprowadzał po cudownym miejscu, zaś mieszkańcy willi malowali inny obraz egzystencji. Niespieszny bieg opowieści pozwalał na dopowiedzenie szczegółów tego, co pisarka celowo pominęła. Rodoreda sprawiała, że zapełniałam wybranymi przez siebie kolorami pierwszy i dalsze plany opowieści. Nie zagłębiała się w bezpośredni opis uczuć i rozważań bohaterów, pozostawiła to czytelnikowi, licząc na jego rozbudzoną wrażliwość i duchowość, świadomość naturalnych procesów i esencji uroku świata. Przesuwałam suwak melancholijności, tajemniczości, nastrojowości, liryczności i romantyczności, w zależności od pragnienia kształtowania odbioru powieści. Pierwsze spotkanie z twórczością autorki usatysfakcjonowało, chętnie poznam inne dzieła. Liczę, że równie mocno pochłoną, podobnie wzbudzą emocje, skłonią do rozważań o życiu, człowieku i przyrodzie.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 230 stron, premiera 05.02.2025 (1967)
tłumaczenie Anna Sawicka, Magdalena Pabisiak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

środa, 27 sierpnia 2025

WYRZYNACZ

KRZYSZTOF JÓŹWIK

SERIA PUŁAWSKA, tom 4

„…w życiu jest jak w książce albo w filmie: morderca kryje się tuż obok. To może być każdy..."

Nie czytałam poprzednich odsłon serii puławskiej („Klatka”, „Druciarz”, „Baron”), ale nie przeszkadzało mi to w poznawaniu czwartego tomu. Można je czytać niezależnie, bez utraty orientacji w historii. Z jednej strony kusi mnie, aby sięgnąć po zaległości, gdyż w „Wyrzynaczu”pomysł na fabułę, mieszającej thriller z kryminałem, zbliżył się do moich preferencji i oczekiwań czytelniczych. Jestem ciekawa, co autor zaprezentował we wcześniejszych książkach w klimacie puławskim. Z drugiej strony nie przekonał mnie sposób zaprezentowania intrygi, ze względu na obarczenie wysokim wskaźnikiem przewidywalności i niewiarygodności, egzaltowane zachowanie głównej bohaterki. 

Aspirant Ewa Jędrycz zachowywała się jakby grała w sztuce a nie we własnym życiu. Trudno nawiązywało się nić zrozumienia i sympatii. Miała tendencję do uprzedmiotowionego traktowania otaczających ją osób, co nie pokrywało się z deklarowanymi przez nią wartościami i emocjami. Brałam pod uwagę, że rozstanie z mężem przebiegało w ciężkich warunkach, że cierpiała na depresję nabytą podczas prowadzenia wcześniejszego śledztwa, jednak portret postaci wymykał się zwartości, w tym zawodowemu profesjonalizmowi policjantki. Zastrzeżenia miałam do stylu narracji, wplatającego w opisy liczne idiomy, gdyby pojawiały się w dialogach lepiej bym je odebrała, jako charakterystyczny dla kogoś sposób wyrażania myśli. Czasem za mocno zostały naciągane elementy scenariusza zdarzeń, co miało pomagać w podkręcaniu intrygi, ale osiągało odwrotny skutek. Przykładowo zamykanie drzwi na zamek przez dzieci w wewnętrznej przedszkolnej przestrzeni, to pierwszy krok do podważania bezpieczeństwa pobytu w placówce. 

Co do intrygi, łapania mordercy bawiącego się w ćwiartowanie ofiar i rozrzucanie szczątków po mieście, to wciągnęłam się, zwłaszcza w poszukiwanie motywów postępowania oprawcy. Zszokowani i przerażeni przypadkowi mieszkańcy otrzymywali paczki z częściami ludzkich ciał. Zastanawiałam się, dlaczego oprawca pojawił się po przerwie, co nim kierowało, jaki miał stosunek do makabrycznych czynów? Zagadki w śledztwie zachęcały do odnalezienia źródła bezwzględności i psychopatyczności. Czy chodziło tylko o szokowanie, wywołanie chaosu i wzbudzenie przerażenia? Wyrzynacz” nie zaliczyłam do powieści z górnej półki łączącej thriller z kryminałem, lecz przypuszczam, że sprawdzi się podczas wakacyjnych spotkań z książką. Nie trzymał w elektryzującym napięciu, ale na tyle podkręcał mroczną atmosferę, że pozwalał w odprężającym nastroju poznawać prawdę o ciemnej stronie duszy zabójcy.

3/6 – w wolnym czasie
thriller kryminalny, 472 strony, premiera 23.06.2025
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

czwartek, 14 sierpnia 2025

PRZYJACIELE MUZEUM

HEATHER MCGOWAN

„Czy technologia musi przenikać każdy cholerny atom dzisiejszej kultury, czy też niektóre rzeczy można zostawić w spokoju.”

Powieść na spokojne czytanie, bez pospiechu i presji poznawania kolejnych stron. Warto podchodzić do niej etapami, koncentrować się na szczegółach, robić przerwy, aby dać sobie czas na refleksyjne śledzenie psychologicznego tła. Autorka znakomicie prowadzi portrety postaci, wyjątkowo różnorodnie odmalowuje, zgrabnie uzasadnia obecność zalet i przywar, odwagi i lęków, pewności i rozterek, nadziei i utraty wiary, porażek i sukcesów. W ciągu jednego dnia dzieje się tak dużo z bohaterami i wokół nich, że powstaje wrażenie wejścia w prawdziwą rzeczywistość z ludzkiego ujęcia. Imponujące w wydźwięku normalności, czerpanie z prawdziwości życia, destrukcyjne cechy współczesnej cywilizacji. 

Czytelnik staje się uważnym i precyzyjnym obserwatorem umysłu, duszy, postaw, wrażliwości, postrzegania siebie i innych przez postaci. Dynamicznie przeskakuje między celowo krótko udostępnionym wglądem na myśli kolejnych osobników muzealnego środowiska i na relacje między jednostkami. Wyzwania, przed jakimi stoją, kłopoty, w jakie się pakują, wzorce, jakie powielają, wizje, jakie snują, pejzaże, jakie kształtują, stają się jedną stroną poznawania. Druga opiera się na wzajemnych relacjach, emocjonalnym postrzeganiu, urozmaiconych dialogach znakomicie dostosowanych do nawyków, wzorców i osobowości. Widzimy, niejako od kulis, z zaplecza mieszanki osób obecnych w muzealnym otoczeniu, traktowanie sztuki i promującej ją nowojorskiej instytucji, próbującej funkcjonować w bezpośrednich kryzysowych zagrożeniach. Książka szczególnie polecana dla cierpliwego czytelnika, doceniającego nasycenie esencją nieprzewidywalności i rozmaitości, godzącego się na uczestnictwo w zawirowaniach ludzkich losów, zwracającego uwagę na subtelności kreślenia postaci podlegających presji pracodawcy, środowiska i własnych ograniczeń. Skłonnego wyjść poza pochlebne wizerunkowe obrazy muzealnej instytucji i ekspozycje dzieł, spojrzeć na ich krzywe zwierciadło w sferze publicity.

5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 518 stron, premiera 29.07.2025, tłumaczenie Tomasz Bieroń
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

poniedziałek, 11 sierpnia 2025

GENERACJE

[PRZEDPREMIEROWO]

NOAM JOSEPHIDES

„Gdy kamień trafia na kamień, zwycięża twardszy. Gdy kamień trafia na wodę, czas nie pozwoli mu zwyciężyć.”

Propozycja czytelnicza, po którą warto sięgnąć, zanurzać się w kosmicznej przestrzeni, przemykać wraz z wędrowcami w pojeździe przez gwiezdną przestrzeń, wnikać w mroczną naturę człowieka. „Thetis”, wielopokoleniowy statek kolonialny, sto osiemdziesiąt lat wcześniej odleciał ze zdewastowanej przez człowieka Ziemi, aby rozpocząć nowy etap w dziejach ludzkości. Gwałtowny upadek ojczystej planety, targanej dewastacją środowiska i politycznymi konfliktami, wymusił szukanie nowego domu dla homo sapiens. Jednak uwarunkowania kosmicznej podróży, obliczonej na wiele pokoleń, bez kontaktu z umierającą Starą Ziemią, według zamysłu projektantów i naukowców miały przyczynić się do powstania nowej generacji rodzaju ludzkiego. Egalitarnego społeczeństwa, cywilizacji bazującej na równości, jedności i jawności. Czy faktycznie nowe mentalnie społeczeństwo mogło rozkwitnąć w ograniczonej przestrzeni, przy limitowanych zasobach, w warunkach ścisłego planowania populacji i w oderwaniu od chaotycznej Natury?

Noam Josephides zaproponował czytelnikowi nie tylko intrygującą mieszankę przygody, kryminału i sensacji, ale również sporo ciekawego materiału do przemyśleń o kondycji ludzkości, naturze człowieka, religijnych potrzebach, sposobach zarządzania, poczuciu odpowiedzialności, jasności prawdy, trwałości wartości będących filarem trwania, uwarunkowaniu koniecznych zmian. Dotychczasowe osiągnięcia ludzkości, z jednej strony świadectwa postępu, z drugiej brak zaufania wobec nas samych i naszych dzieł, chociażby maszynowo generowanych obrazów, tekstów i głosów w komunikacji. Thetanie zawieszeni w pauzie rozwojowej w oczekiwaniu na podbój nowej planety czuli się żeglarzami w morzu potencjalnych porażek, z nadzieją na zapanowanie nad przyszłością, na sukces misji. Kolosalna odpowiedzialność i minimalizacja decyzji jednostek o własnym losie, nawet jeśli rozłożone na kolejne pokolenia, ciążyły w każdym aspekcie życia, ale były jedyną szansą na długoterminowe przetrwanie gatunku ludzkiego. Ogromne zagrożenie, czy homo infinitus nie podąży tą samą trajektorią, od oświecenia do unicestwienia, którą poznały wszystkie kultury w ciągu ostatnich dziesięciu mileniów? Czy wystarczy dekada pokoleń, aby skutecznie uporać się z każdym problemem i wyzwaniem?

Kiedy Sandrine Liet, starsza archiwistka, wychowana w duchu bezgranicznej wiary w stałe podstawowe wartości bezkonfliktowego thetańskiego społeczeństwa, natknęła się na coś wymykającego się przyjętym wzorcom i zasadom, postanowiła przyjrzeć się temu bliżej. Stopniowo prywatne śledztwo przyjmowało coraz bardziej kanciaste formy półprawd i kłamstw. Manipulacja rozprzestrzeniała się w zastraszającym tempie, zaś niebezpieczeństwo przybierało namacalną postać. Główna bohaterka nie wybierała chwili, w której jej życiowe priorytety zastały poddane ciężkiej próbie, ale determinacja i ambicja stały się jej sprzymierzeńcami. Niekiedy młoda kobieta zaskakiwała naiwnością myślenia i działania, ale tłumaczyła to wszechobecna społeczna i misyjna indoktrynacja. Autor atrakcyjnie podgrzewał gęstą atmosferę mroku żelaznych ludzkich przywar i wad, odwiecznych ambicji i dążeń. Nie wszystkie elementy scenariusza zdarzeń w pełni przemawiały. Czasem szły na skróty w opisie akcji i motywacji postaw postaci, lecz współtworzyły frapujący obraz spisków, głębi tajemnic, wypaczenia wiedzy. Przyjemnie spędziłam czas, wciągnęłam się w fabułę, zaprzyjaźniłam z bohaterami, polubiłam bezkresną kosmiczną podróż, rozmyślałam nad ideą i konstrukcją człowieka nowej generacji.

5/6 – koniecznie przeczytaj
science fiction, 526 stron, premiera 12.08.2025 (2024), tłumaczenie Maciej Szymański
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

DUCH JEZIORA

MATEUSZ KWIATKOWSKI

„Nieważne, czy minie rok, czy ćwierć wieku, grzech zawsze cię odnajdzie. I zażąda zapłaty.”

Powieść dobrze mi się czytało. Odpowiadał mi się styl narracji, płynny i przyjazny. Doceniłam miejsce akcji przesycone legendą i tajemnicami, chociaż liczyłam na mroczniejsze ich rozwinięcie, to jednak i delikatna odsłona zagadkowości incydentów roztaczała urok. Warmińska wieś, malownicza sceneria środowiska, spokojne życie wyznaczone codziennymi rytuałami. Tylko jezioro okryte zła sławą burzyło sielankowy obraz. Przed trzydziestoma laty we Wrzosnej utonęły cztery osoby, a teraz doszło do kolejnej tragedii z udziałem młodej kobiety. Wydawałoby się, że każdemu mieszkańcowi powinno zależeć na wyjaśnieniu jeziornych incydentów, ale prawda nie wypłynęła na wierzch, przez lata obrosła bagnistymi plotkami i grząskimi domysłami. Czy faktycznie były to samobójstwa, jak zadecydowała policja, nieszczęśliwe okoliczności, jak wielu pogodziło się z tym, a może niejasność zdarzeń przybrała mroczny wydźwięk, jak sugerowała dociekliwa dziennikarka blogowa?

Eliza Korcz niedawno przeprowadziła się z partnerem do domku nad jeziorem Wrzosna. Próbowała pozyskać wenę twórczą na napisanie kolejnego bestsellera, lecz kiepsko jej to wychodziło. Wyobraźnię pochłonęła aktywność jeziornego ducha, za wszelką cenę starała się wyjaśnić, co faktycznie miało miejsce, kiedyś i teraz. Śledztwo nie należało do łatwych, trudno było pozyskać informacje, prawda skrywała się za zasłoną ślepych tropów. Dało się odczuć niecodzienne zachowanie mieszkańców wsi, zazwyczaj nie stronili od głośnych szeptanek, a teraz spuścili szczelną zasłonę milczenia. Kryminalna intryga ciekawie rozwijała się, falami zmieniała kierunek biegu, droga na skróty wiodła na manowce, wskazówki fałszowały rzeczywistość. Doceniłam pomysłowy fortel z włączeniem poetyckich nut w fabułę.

Mateusz Kwiatkowski zręcznie żonglował postaciami, osobowościami i zachowaniami. Nie polubiłam głównej bohaterki, wielokrotnie irytowała postawą, ale tak właśnie zachowują się śledczy, tak pozyskują materiał do tekstów, tak podsycają zainteresowanie tematyką. Sympatyzowałam z energiczną staruszką, dawną bibliotekarką, znacząco ubarwiła opowieść. Autor przemycił do akcji elementy thrillera, zaś w finałową odsłonę powieści wstawił sensacyjne tło. Oczekiwałam mocniejszego prądu w scenariuszu zdarzeń, bardziej emocjonujących chwytów w przyciąganiu czytelnika, lecz zaskakujące rozwiązania kryminalne w pewnym stopniu rekompensowały te odczucia. „Duch jeziora” uprzyjemnił wieczór czytelniczy, włączył w oprawę polskiej rzeczywistości małej społeczności, wciągnął w detektywistyczną łamigłówkę, zaserwował frapujący obrót spraw w końcówce przygody czytelniczej. Sprawił, że zwrócę uwagę na kolejną książkę autora, liczę, że w miarę szybko powstanie.

4.5/6 – warto przeczytać
kryminał, 528 stron, premiera 16.06.2025
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

niedziela, 10 sierpnia 2025

FILMOWY WEHIKUŁ CZASU

HARRY HARRISON

„Coś się z nimi stało, coś nieokreślonego i tak odmiennego od normalnych doznań życiowych, że chwilę potem nie potrafili powiedzieć, ani co to było, ani jak się czuli.”

Lekko i sympatycznie spędzony czas z książką. Nie podkręca mocno wyobraźni, lecz nadaje barwny i zabawny ton rozrywce czytelniczej. Absurdalność incydentów, znaczne wykraczanie poza rzeczywistość, przewrotne odniesienia do historii, dowcipne przedstawianie pozornych faktów, składają się na ciekawy i dynamiczny scenariusz zdarzeń. Traktując powieść jedynie od strony fabuły, bazującej na pomyśle przedstawienia w krzywym zwierciadle amerykańskiego pragnienia sukcesu, pieniędzy i władzy, w tym wypadku władzy nad umysłami odbiorców produkcji filmowej, to jako odskocznia od codzienności średnio wypada. Chociaż nie można odmówić atrakcyjnego naszkicowania portretów postaci i satyrycznego zobrazowania przekroju środowiska filmowego. 

Przyglądając się dociekliwiej źródłom i tłu tematyki, wchodzi się we frapujące refleksje nad kondycją współczesnej cywilizacji. Odnosi się wrażenie, że perspektywa postrzegania cywilizacji nie zmienia się, nawet biorąc pod uwagę dawne i obecne narzędzia komunikacji. Rodzą się pytania, co steruje mentalnością człowieka, jak zachowuje się, gdy spełnione są określone warunki funkcjonowania, czego potrzeba, aby na wierzch wypłynęła mroczna natura. Czy nasze życia, zwłaszcza wobec rozpowszechnionych social mediów, nie stają się mikroprodukcją kopiującą hollywoodzkie wzorce? Co jeśli skrawki filmowej egzystencji łączą się w internetowym świecie w nadrzędny model pozorności i nijakości? Jak to wpływa na nasze własne światy? 

Niedoścignione marzenie człowieka o odbywaniu podróży w czasie, wykorzystywanie jej nie tyle w szansie na dokonywanie naukowych dociekań na temat faktów z historii, co dla wielkiego biznesowego zysku, nie brzmi pokrzepiająco dla nas wszystkich. Na szczęście, daleko jeszcze od zrealizowania celu poruszania się w dowolnie wybranej czasoprzestrzeni. Powieść powstała w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym siódmym roku i nadal porusza istotne aspekty dotyczące gatunku ludzkiego. Czyni to z wdziękiem bogactwa zdarzeń i przyjaznością stylu narracji. Przekonajcie się, czy udało się uratować wytwórnię filmową będącą tuż przed upadłością? W jaki sposób do akcji wmieszani zostali wikingowie? Skąd koncepcja, że nie Krzysztof Kolumb odkrył Amerykę? Jakie pojawiły się na to dowody i świadectwa w tysięcznym roku? Z "Filmowym wehikułem czasu" komponuje się "Rok 1000" Valerie Hansen, również wydany przez Rebis.

Na Bookendorfinie przedstawiłam wrażenia po spotkaniu z inną książką H. Harrisona "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Bill, bohater galaktyki", oraz dotychczasowe tytuły z serii "Wehikuł czasu", klasyki science fiction:"Biada Babilonowi", "Spotkanie z Ramą", "Rama II", "Ogród Ramy", "Koniec dzieciństwa", "Odyseja kosmiczna 2001", "Odyseja kosmiczna 2010", "Odyseja kosmiczna 2061", "Odyseja kosmiczna 3001. Finał", "Olśnienie", "Czas jest najprostszą rzeczą", "Umierając żyjemy", "Ziemia trwa", "Opowiadania najlepsze", "Osa", "Kwestia sumienia", "Ostatni brzeg", "Człowiek do przeróbki", "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Cieplarnia", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Hiob. Komedia sprawiedliwości", "Rój Hellstroma", "Wieczna wolność", "Więcej niż człowiek", "Koniec wieczności". "Kukułcze jaja z Midwich", "Czarna chmura", "Prawda półostateczna", "Dzień tryfidów".

3.5/6 – w wolnym czasie
science fiction, 224 strony, premiera 23.07.2025 (1967), tłumaczenie Andrzej Jankowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

sobota, 9 sierpnia 2025

MICKEY7

EDWARD ASHTON

MICKEY7 tom 1 

„To będzie najgłupsza z moich dotychczasowych śmierci.”

Pomysł na fabułę, klonowanie człowieka jako narzędzia w kosmicznych podróżach, bardzo mnie zaciekawił. W końcu, za naszych żyć nie będzie to realne, podobnie jak kolonizowanie najbliższych nawet planet. Pomimo postępu technologicznego i medycznego wciąż stoimy daleko nawet od linii startu w bezpośrednim ludzkim poznawaniu ułamka najbliższego nam wszechświata. Dlatego zastanawiałam się, jak Edward Ashton podejdzie do tematu, czym rozrusza moją wyobraźnię, do jakich refleksji skłoni. 

Niestety, książka nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań. Okazała się się zwykłą przygodą rozgrywaną na skutej lodem planecie, przy diabelnie niesprzyjającym środowisku i udziałem inteligentnych stworzeń. Lecz i w takiej szacie fabularnej zabrakło kreatywnej energii wciągającej odbiorcę. Jeśli spojrzeć na powieść od strony czystej rozrywki w klimacie kosmosu, wspartej wstawkami o historii mniej lub bardziej nieudanych podbojów i zasiedlania obcych planet, zbyt gładko się przez nią przepływało. Jeśli czytelnik liczył na coś więcej, to nie miał szansy się z tym zaznajomić. Brakowało wejścia w psychologiczne aspekty egzystencji, tożsamości człowieka, świadomości jaźni, formy mentalności, skutków odtwarzania osobowości. Co byłoby znacznie wciągające niż sam aspekt biodrukowania ciał.

Autor wprowadził kilku bohaterów, na których bazowała fabuła. Nie do końca przekonywały osobowości, tak naprawdę niczym się nie wyróżniały, wpadły do koszyka reprezentacyjnych postaci, aby akcja mogła toczyć się dalej. Natomiast z zaciekawieniem wsłuchiwałam się w rozmowę Mickiego samego z sobą, frapująco spoglądałam na biologiczne instynkty i psychologiczne mechanizmy rządzące człowiekiem. Przypuszczałam, że Ashton zdecyduje się rozwinąć osobliwą relację, nadać jej bardziej różnorodny kształt, urozmaicić zaskakującymi incydentami. Ale może fakt, że to już kolejna generacja kolonizacji sprawił, że dla głównego bohatera pewne zachowania i postawy stały się czymś na tyle naturalnym, że nie było już konieczności szerszej ich interpretacji. 

Jako wymienialny, zobowiązany kontraktem możliwej wielokrotnej śmierci, Mickey nie za bardzo miał możliwości decydowania o swoim życiu, czy precyzując, kopii pamięci. Chciałam bardziej intrygującego rozwinięcia wątku, co stało się z szóstą wersją, widziałam potencjał do ciekawego wzmocnienia napięcia w scenariuszu zdarzeń. Ale tak jak i pozostałe interesująco zapowiadające się kierunki tematyczne, niejako wstawki w fabule i opisie, pomysł wyłonił się na chwilę w powierzchownej formie, czasem wręcz z nieuwzględnieniem innych zależnych aspektów, jakby autor poszedł na skróty. Szkoda, gdyż autor podsunął sam sobie kilka naprawdę inspirujących zagadnień, które bardziej szczegółowo potraktowane znacznie podniosłyby walory powieści.

3/6 – w wolnym czasie
science fiction, 326 stron, premiera 03.04.2024 (2022), tłumaczenie Paweł Dembowski 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

piątek, 8 sierpnia 2025

KILL SHOW

DANIEL SWEREN-BECKER

„Casey nie chciała pokazać prawdy. Chciała opowiedzieć historię.”

Podobało mi się, i to bardzo. Daniel Sweren-Becker zaciekawił formą konstrukcji kryminału, wcześniej fragmenty w tym stylu pojawiały się w powieściach innych autorów, a tu cały tytuł na niej bazował. Czytałam książkę, ale miałam wrażenie, że obracam się w sferze reality show, nakręcanym na bieżąco, w miarę rozwoju akcji, z uczestnictwem osób niepowiązanych wcześniej z telewizją. A to, że poznawałam z perspektywy dekady, niejako po emisji kolejnych odcinków programu, tym bardziej utwierdzało wyobraźnię, że zdarzenia faktycznie miały miejsce. 

Autor znakomicie oddał ducha współczesnej sfery medialnej, kondycji moralnej środków masowego przekazu, miałkości komunikatów, ślepej pogoni za sensacją, bez względu na szkody wyrządzane uczestnikom. Redefiniowanie pojęć ofiar i oprawców, często z odwróceniem ról. Przerażające adaptowanie tragicznych wydarzeń do formy rozrywkowej i ekscytacja odbiorców. Jednocześnie ukazywał ogromne zapotrzebowanie na programy pseudo rozrywkowe. Jak natura człowieka chętnie wkracza w obserwację zbrodni i jej konsekwencji. Z bezpiecznej perspektywy, schronieni za ekranami komputerów, telewizorów i komórek, śledzimy i ekscytujemy się czymś, co powinniśmy potępiać i ignorować, zmusić do zamknięcia i wymarcia. Jakże łatwo nazwać najgorszy nawet bubel sztuką, sztucznie przypisać jakiekolwiek wartości lub szczytne idee.

Pisarz w odpowiedniej dawce dobrał wypowiedzi reprezentantów z różnych środowisk, uchwycił ich zaangażowanie w przedstawienie siebie, swoich zachowań i postaw, a także bijącą fałszywość i pretensjonalność. Czytamy i widzimy, jak diabelsko sceny z książki przypominają prawdziwe zdarzenia nagłaśniane przez media w różnych odsłonach, kreujących alternatywną rzeczywistość. Książka nakłaniała do refleksji, zastanowienia się, co zrobić, aby zatrzymać proces dewastacji wartości i prawdy, oraz sposobów ich wypaczania i przedstawiania. Intryga oparta na true crime, prawdziwej zbrodni, przyciągała uwagę, zarówno od strony konstrukcji, jak i prezentacji. Wiele złożonych czynników, każdy ciekawie rozwijający się, a co ważne, z udziałem publiczności. 

Podejrzenia nabierały kolorytu niepewności, ale jednocześnie rozwiewania wątpliwości z każdą wypowiedzią. Domyślałam się, kto za czym stoi, lecz druga strona medalu zdarzeń i osobowości dwudziestu sześciu zeznających osób sprawiała, że reinterpretowałam przypuszczenia, a to wzmacniało przyciąganie do opowieści. Złapano mnie w pułapkę dociekliwości i wścibstwa. I jak miałam się z tym czuć jako odbiorca, z czy bez wyrzutów sumienia spowodowanymi fascynacją historią? „Kill show” to intrygująco rozwijający się kryminał, w otoczce sztucznej aranżacji, poszukiwań zaginionej nastolatki z niewielkiego amerykańskiego miasta, obserwowania poczynań jej rodziny, włączania się do akcji statystów, podpatrywaczy, świadków i komentatorów. Czy można zachować człowieczeństwo poświęcając się sprzedawaniu ludzkich tragedii, albo kupowaniu kryminalnych opowieści jako wciągającej rozrywki?

5/6 - koniecznie przeczytaj
kryminał, 298 stron, premiera 13.11.2024 (2023), tłumaczenie Agnieszka Krasicka
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.

czwartek, 7 sierpnia 2025

ZAGINIONA

ANETA KISIELEWSKA

„Czasem coś, co wydaje się absurdalne, okazuje się brutalną prawdą, najprostszym rozwiązaniem.”

Nie spodziewałam się, że sięgając po ten tytuł wejdę w szalenie ciekawie zaplecioną intrygę, zdecydowanie wymykającą się prostocie i łatwym rozwiązaniom. Aneta Kisielewska misternie wydziergała fabułę, bazując na bardzo dobrym pomyśle kryminalnych splotów i społecznych wzorach. Szybko wciągnęłam się w to, co działo się w zręcznie zmieniających się scenach, odniesieniach do miejsc, czasu i bohaterów. Każda z postaci w pełni zasłużyła na obecność, nadawała historii interesujący koloryt tajemnic, popychała w kierunku chwytania prawdy o tym, co faktycznie przydarzyło się dziewiętnastolatce. Długo nie mogłam być pewna słusznego odgadnięcia intencji i zamierzeń bohaterów. Wiele frajdy sprawiło śledzenie poczynań policjanta, świadków, jak i samej Sary Maj, zaginionej w lipcowy dzień wśród miastowego tłumu. 

Spodobała mi się gęsta tkanina sekretów, kolaż nici pierwszej miłości, rodzicielskiej troski, węzłów dojrzewania i prześladujących pytań. Wciągnęłam się w dynamiczną rozgrywkę odkrywania znaczonych przez ludzi kart życia, wykradania moralnych słuszności, okradania z niezaprzeczalnych racji. Autorka znakomicie żonglowała niepewnością, podtrzymywaniem napięcia, myleniem w obrazie finałowej odsłony, nawet kiedy sprawa ściśnięta zmową milczenia utknęła w martwym punkcie. Były również elementy w powieści, które nie do końca przekonywały. Zastrzeżenia miałam do czasami sztucznie wybrzmiewających dialogów, otoczki związanej ze stopniem zaniedbania śledztw, zbyt szybko ulewającej się frustracji i agresji u przesłuchującego, oraz osobliwej intuicji postaci. Jednak nie rzutowały w znaczący sposób na pozytywny odbiór książki. „Zaginiona” okazała się ciekawą propozycją czytelniczą, mocno trzymającą w napięciu i niepewności. Kryminał do niecierpliwego pochłaniania frapującego pomysłu na intrygę. Nie liczcie na czarnych i białych bohaterów, przeplatały się różne odcienie szarości osobowości, potrafiły skołować w zabawie na właściwą interpretację motywów i tożsamości, a to bardzo cenne. 

4.5/6 – warto przeczytać
kryminał, 294 strony, premiera 13.05.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

środa, 6 sierpnia 2025

ŚCIŚLE TAJNE ŁAMIGŁÓWKI SZPIEGOWSKIE

GARETH MOORE

„Śledzisz pewnego milionera i geniusza techniki, który nielegalnie używa oprogramowania szpiegowskiego. Wreszcie udaje ci się włamać do jego biura. Musisz jak najprędzej...”

Znakomita solidna porcja rozrywki dla młodych miłośników szpiegowskich klimatów, ściśle tajnych misji, niebezpiecznych wyzwań, wymagających sprytu zadań i szybkiej pracy szarych komórek. Jestem pod wrażeniem konsekwencji w trzymaniu się obranej wywiadowczej drogi zbioru najróżniejszych łamigłówek. Powstaje coś na kształt mini opowieści, wyjątkowo wciągających i zachęcających, zabawy w rozwiązywanie ściśle tajnych tajemnic. Trzeba przyznać, że Gareth Moore znakomicie radzi sobie z przykuwaniem uwagi młodych odbiorców, podtrzymywaniem ducha rywalizacji nie tylko z wyimaginowanym wrogiem, ale również z rozgrzanym do czerwoności umysłem. Mnóstwo szpiegowskiej akcji. Czytelnik z impetem wkracza w nią zachęcany do łamania szyfrów, rozpracowywania kodów, bacznej obserwacji, znajdywania detali, dostrzegania różnic, wykradania tajemnic, szukania wyjść z labiryntów, dopasowywania fragmentów. I nie tylko, ale wszystkiego nie będę zdradzać, odkrywajcie sami, gwarantuję, że szybko i mocno wciągniecie się w łamigłówkową rozrywkę.

Jeśli macie wątpliwości, czy podołacie wyznaczonym zadaniom, zapewniam, że będziecie mieli mnóstwo okazji do sprawdzenia się w roli tajnych agentów. Autorzy książeczki prowadzą przez stosunkowo łatwe początkujące misje, fantastycznie przygotowujące do bardziej wymagających zleceń, a nawet eksperckich wyzwań. Kariera w Centrali Wywiadu jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy uważnie wsłuchać się w polecenia, podążać za wskazówkami, zaangażować się umysłowo i emocjonalnie. Nie bójcie się ustalać faktów, docierać do prawdy, konfrontować z wrogimi działaniami, przybierać różne tożsamości, zakradać się w ryzykowne miejsca, rozpracowywać szajki szpiegowskie. Przed wami niesamowita podróż w świat przyjemnego ćwiczenia pamięci, doskonalenia spostrzegawczości, kształtowania wyobraźni i poruszania się w wyimaginowanych przestrzeniach. Odstresowująca wycieczka w głąb umysłu, polepszająca koncentrację, rozbudzająca kreatywność, trenująca cierpliwość i ćwicząca refleks. Zabawa dostarcza mnóstwo zadowolenia i satysfakcji. Przydatnymi narzędziami okazują się szpiegowski notes i koła ratunkowe z rozwiązaniami zadań. Dopracowana oprawa graficzna, w wykonaniu Amerigo Pinelli, sprawia, że pobyt w świecie szpiegowskich łamigłówek intensyfikuje zainteresowanie różnorodnymi misjami, każdy znajdzie dla siebie ulubione ich typy.

5.5/6 - koniecznie rozruszaj szare komórki
literatura dziecięca, łamigłówki, wiek 6+, premiera 30.01.2025 (2024)
forma broszurowa, 144 strony, format 12,9cm x 19,8cm
tłumaczenie Maciej Nowak-Kreyer, ilustracje Amerigo Pinelli
Tekst powstał w ramach współpracy z Szkrabajki.pl